Sanktuarium, Wadowice, Karmelici Bosi, Wadowice Sanktuarium
... Jak za lat młodzieńczych, chłopięcych wędruje w duchu do tego miejsca szczególnego kultu Matki Bożej Szkaplerznej, które wywierało tak wielki wpływ na duchowość Ziemi Wadowickiej ...
Jan Paweł II
Wadowice 16 VI 1999 r.
więcej cytatów
Jak pisze Jan Paweł II w liście apostolskim "Tertio millenio adveniente":
"W naszym stuleciu wrócili męczennicy. A są to często męczennicy nieznani, jak gdyby nieznani żołnierze wielkiej sprawy Bożej. Jeśli to możliwe, ich świadectwa nie powinny zostać zapomniane w Kościele". W każdej epoce męczeństwo było darem Boga dla nielicznych.
"Wszyscy jednak muszą być przygotowani - mówił Jan Paweł II z okazji beatyfikacji karmelitanek hiszpańskich - do wyznania Chrystusa przed ludźmi, przede wszystkim w czasach próby, których w Kościele nigdy nie brakuje, dzisiaj też! Kościół czcząc męczenników traktuje ich równocześnie jako znak wierności do śmierci i jako cudowny znak ich bezgranicznego pragnienia przebaczenia i pokoju, a także jedności i wzajemnego zrozumienia". Męczeństwo jest darem Boga dla konkretnego człowieka. Jest także darem dla Kościoła, czyli dla nas. Jest wezwaniem do codziennej wierności w małym, by być przygotowanym na czas próby.
W samej Polsce w czasie II wojny światowej zostało zamordowanych ok. 2500 kapłanów, zakonników, zakonnic i kleryków. Trudno wszystkich beatyfikować. Spośród tej wielkiej liczby w roku 1992 wybrano 108 osób, dla których zachowały się dokumenty. Są wśród nich: 3 biskupów, 52 kapłanów diecezjalnych, 26 kapłanów zakonnych, 8 braci zakonnych, 8 sióstr zakonnych, 9 osób świeckich i dwóch alumnów.
Jednym z beatyfikowanych jest przeor czerneński, o. Alfons Maria Mazurek.

O. Alfons Maria od Ducha Świętego - Józef Mazurek urodził się 1 marca 1891 roku w Baranówce pod Lubartowem, w diecezji lubelskiej, w rodzinie Wojciecha i Marianny z Goździów. Chrzest św. otrzymał 2 marca w kościele parafialnym (fot. obok) pw. św. Anny w Lubartowie. W 1903 roku wstąpił do Małego Seminarium karmelitów bosych w Wadowicach i rozpoczął szkołę średnią w miejscowym gimnazjum. Po ukończeniu piątej klasy wstąpił do nowicjatu w Czernej, gdzie 29 sierpnia 1908 roku otrzymał habit zakonny. W roku następnym, 5 września, złożył śluby czasowe, a 8 września 1912 roku śluby uroczyste w Wadowicach.
W latach 1910-1913 studiował filozofię w Wadowicach, następnie rozpoczął studia teologiczne w Krakowie. Zakłócił je wybuch I wojny światowej. Kraków został zagrożony przez armię rosyjską, a znaczną część klasztoru zajęło wojsko austriackie. Prawie wszyscy zakonnicy musieli opuścić miasto i udać się do Wadowic. Przedtem studenci teologii, także brat Alfons, otrzymali święcenia niższe (5 sierpnia) oraz subdiakonat (9 sierpnia), co chroniło ich od poboru do wojska.
Rychło okazało się, że także Wadowice nie są bezpieczne. Pod koniec września brat Alfons wyjechał do Linzu, skąd w 1916 r. do Wiednia i tam kontynuował studia teologiczne. 16 lipca 1916 roku otrzymał święcenia kapłańskie w katedrze św. Stefana. W 1918 roku został magistrem kleryków i lektorem w Krakowie. Przedtem kilka miesięcy pracował w Czernej i rok w Wadowicach. We wrześniu 1920 roku został prefektem i nauczycielem w Małym Seminarium w Wadowicach.
Do I wojny światowej Małe Seminarium istniało w formie internatu. Teraz polecono o. Alfonsowi zorganizować prywatne gimnazjum. Prefekt zdawał sobie sprawę, że tylko szkoła postawiona na odpowiednim poziomie będzie mogła spełnić oczekiwania Zakonu, dlatego uparcie zabiegał o rozbudowę budynku seminaryjnego oraz o zapewnienie szkole Lubartów.
Dzięki jego staraniom w 1928 r. seminarium otrzymało nowy budynek, a od roku szkolnego 1928/29 wszystkich przedmiotów uczyli nauczyciele z miejscowych szkół średnich.
W latach 1920-1930 ok. 50 alumnów wstąpiło do nowicjatu w Czernej. Praca w seminarium nie wyłączyła o. Alfonsa z udziału w życiu klasztoru i prowincji. W roku 1924 został definitorem prowincjalnym, w latach 1925 i 1926 brał czynny udział w kapitułach generalnych. Głosił kazania, między innymi wielką nowennę przed uroczystością św. Józefa.

W roku 1930 o. Alfons został przeorem w Czernej. Do końca życia pracował w dawnym eremie bądź jako przeor, bądź jako ekonom. Okazał się świetnym organizatorem, nie bał się wprowadzania nowoczesnych urządzeń technicznych. Na przyległym do klasztoru wzgórzu urządził tarasowy ogród warzywny, zbudował elektrownię wodną na rzece Eliaszówce, zaopatrzył klasztor w wodę bieżącą oraz wybudował w 1944 r. kaplicę św. Jana Chrzciciela przy alei św. Józefa, natomiast poświęcenie dokonał 25 czerwca tegoż roku (fot. obok).
Przede wszystkim jednak był ojcem duchowym swojej rodziny zakonnej. Surowy dla siebie, od podwładnych wymagał wierności prawu zakonnemu. Zadbał o doskonałą obsługę duszpasterską kościoła klasztornego. To dzięki niemu mógł on służyć za wzór ludowego śpiewu liturgicznego. Znajdował także czas na comiesięczne konferencje dla członków bractwa szkaplerznego, rekolekcje dla zgromadzeń zakonnych, spowiadanie karmelitanek w Krakowie i dla trzeciego zakonu karmelitańskiego, którego był wizytatorem od 1936 roku.
Podczas II wojny światowej Czerna należała do Generalnego Gubernatorstwa. Mimo trudnych warunków okupacyjnych, klasztor żył normalnym życiem: przyjmowano nowicjuszów, kontynuowano prace rozpoczęte przed wojną, klasztor przyjął kleryków z Krakowa, którzy tu uczyli się teologii. Przeor traktował wojnę jako fakt przejściowy, wobec którego nie wolno kapitulować.
Późną wiosną 1944 roku Niemcy rozpoczęli budować okopy i umocnienia wojskowe na zachodniej granicy Generalnego Gubernatorstwa. Do pracy przymuszano miejscową ludność usiłując przekonać ją, że armia niemiecka broni również Polski i Kościoła przed inwazją bolszewicką. Ponieważ argumenty te nie skutkowały, urządzano obławy na ludzi. Zakonnicy z klasztoru w Czernej zostali od tych prac uwolnieni.
Taką właśnie łapankę 28 sierpnia urządzono w okolicach Krzeszowic. Zanim oddział SA zjawił się w klasztorze, zamordował kilka osób w Filipowicach, Nowej Górze i Czernej. Mordy te miały wyłącznie cel terrorystyczny. W klasztorze Niemcy przeprowadzili pobieżną rewizję oraz polecili wszystkim zakonnikom, z wyjątkiem najstarszych i niezdolnych do pracy (klerycy pracowali przy żniwach w Paczółtowicach), udać się do punktu zbornego w Czernej. Szedł z nimi również przeor klasztoru, o. Alfons Maria, którym Niemcy interesowali się w szczególny sposób. Z Czernej kolumna świeckich i zakonników wyruszyła w kierunku Krzeszowic. Eskortujący ją żołnierze jechali samochodem. Po pewnym czasie polecono o. Alfonsowi wsiąść do samochodu i odjechano z nim.
Ponowne spotkanie zakonników z przeorem nastąpiło dopiero na drodze z Nawojowej Góry do Rudawy. Tam dogoniła ich furmanka, w której leżał przykryty płaszczem zakonnym, okrutnie zmaltretowany przeor. Jeszcze żył, chociaż był nieprzytomny. O. Walerian Ryszka udzielił mu rozgrzeszenia. Furman otrzymał polecenie odwiezienia zmarłego - zdaniem Niemców - na cmentarz do Rudawy i tam go pochować. O. Alfons skonał już na cmentarzu.
Co stało się przedtem. Około trzech kilometrów na wschód od Krzeszowic samochód z o. Alfonsem skręcił w prawo w wiejską drogę w głąb Nawojowej Góry. Po kilkudziesięciu metrach samochód zatrzymał się obok łąki. O. Alfonsa wypchnięto z samochodu i rozkazano mu iść przed siebie przez łąkę. Dwóch żołnierzy zatrzymało się przy kopce siana, jeden z nich krzyknął na przeora, a gdy ten się odwrócił, obaj zaczęli strzelać. Kiedy o. Alfons upadł, podeszli do niego i jeden z żołnierzy wrzucił mu do otwartych ust ziemię z kretowiska.
Wprawdzie o. Alfons zginął w czasie akcji terrorystycznej, rzeczywisty motyw śmierci nie miał jednak nic wspólnego z tą akcją. Hitlerowcy podawali różne, zaprzeczające sobie, powody tego zabójstwa. Jeden z żołnierzy powiedział sołtysowi z Nawojowej Góry, że o. Alfons został zastrzelony, ponieważ nie posłał kleryków do kopania okopów. Zakonnikom natomiast powiedziano, że przeor zginął w wyniku wypadnięcia z samochodu. Szef policji niemieckiej w Generalnym Gubernatorstwie, gen. Walter Bierkamp, w liście do gubernatora Hansa Franka z 25 września 1944 roku twierdził - wbrew faktom - że o. Alfons został zatrzymany w Nawojowej Górze, ponieważ zniechęcał robotników do pracy przy kopaniu okopów i zastrzelony w czasie próby ucieczki.
W rzeczywistości zabójstwo o. Alfonsa było z góry zaplanowane. Żołnierze wchodząc do klasztoru odgrażali się, że się nie obejdzie bez kilku pogrzebów. W drodze przeora oddzielono od zakonników i zabrano do samochodu, gdzie był maltretowany. Szczególnym wyrazem okrucieństwa było spowodowanie takiej sytuacji, by móc mu strzelać prosto w twarz. O nienawiści żołnierzy wobec ofiary świadczy również wrzucanie ziemi do otwartych ust konającego. W tym miejscu trzeba przypomnieć, że ostre prześladowanie przez hitlerowców Kościoła katolickiego na ziemiach polskich było nie tylko elementem walki z polskością, ale wynikało z zasadniczej wrogości nazizmu wobec chrześcijaństwa. Dlatego oddziały SA, powstałe z bojówek hitlerowskich, były wychowywane w duchu szczególnej nienawiści do chrześcijaństwa i Kościoła.
Nienawiść ta uwidoczniła się również w sposobie powiadomienia zakonników o śmierci przeora. Jeden z żołnierzy uczynił to śmiejąc się, spodziewał się bowiem zadowolenia ze strony młodych zakonników. Niemcy wiedzieli, że przeor był wymagający i nie mogli pojąć, że to nie strach przed przełożonym był przyczyną ich wierności powołaniu zakonnemu. Wynika stąd, że istotnym powodem zabójstwa o. Alfonsa była nienawiść hitlerowców do znanego w okolicy kapłana i zakonnika oraz do ideałów, które on reprezentował swoim życiem i postępowaniem.
Św. Teresa od Jezusa, za św. Janem Chryzostomem, twierdzi, że "Nie tylko przelanie krwi jest doskonałym męczeństwem, ale również powstrzymanie się całkowite od grzechów i wierne przestrzeganie Bożych przykazań". Bł. Alfons oba te rodzaje męczeństwa połączył w sobie, przez całe bowiem życie z wielką gorliwością pragnął wypełniać słowa Chrystusa: "Jeśli kto chce pójść za Mną, niech się zaprze samego siebie, niech weźmie krzyż swój i niech Mnie naśladuje" (Mt 16, 24). Te słowa Chrystusa były dla niego drogowskazem aż do ostatnich chwil życia.
Krótko przed śmiercią zanotował w zapiskach rekolekcyjnych słowa św. Pawła: "Jeżeli będziecie żyli według ciała, czeka was śmierć. Jeżeli zaś przy pomocy Ducha uśmiercać będziecie popędy ciała - będziecie żyli" (Rz 8, 13). Spokojne przyjęcie śmierci było dla o. Alfonsa ostatnim aktem "uśmiercenia ciała", aby żyć Duchem. Dowodzą tego okoliczności śmierci. Przed opuszczeniem klasztoru, świadomy odpowiedzialności za klasztor, sprawy zgromadzenia przekazał jednemu z ojców. Następnie udał się do kościoła, by się pomodlić przed Najśw. Sakramentem i przed łaskami słynącym obrazem Matki Bożej Szkaplerznej. W drodze cały czas modlił się na różańcu, czynił to również wówczas, gdy padły skierowane do niego strzały. Nieprzytomny, kurczowo trzymał w swoich rękach różaniec, znak synowskiej więzi z Królową męczenników.
Ze spokojem, złączony z Bogiem w modlitwie, przyjął zadaną sobie niesłusznie śmierć, składając Bogu swoje życie w ofierze.
Pogrzeb Sługi Bożego odbył się następnego dnia, późnym wieczorem, na cmentarzu zakonnym w Czernej. Chociaż miał miejsce w sytuacji ogólnego zastraszenia, wzięła w nim udział liczna grupa mieszkańców Czernej. Niektórzy z nich głośno mówili, że umarł męczennik. Przekonanie wspólnoty klasztornej o teologicznym męczeństwie najmocniej wyraża napis na pomniku (fot. obok), postawionym 2 września 1945 roku w miejscu rozstrzelania: "Zwyciężyłeś zwycięstwem Boga. (...) Bo gdy świat broczył, szukał Pan ofiary, co by miłością przemogła nienawiść".